» » Macocha: powieść - Paulina Wilkońska

Macocha: powieść - Paulina Wilkońska

W salonie obszernego dworu, zkąd drzwi oszklone wychodziły na ogród, już poczyniono do herbaty przybory. Panna Miłoszyńska siedziała pod wystawą z płóciennym daszkiem, przed którą kwitnące rozpościerały się klomby i trzymała książkę w ręku, lecz nie czytała, wysełając wzrok zamyślony w przestrzeń powietrzną. Była to osoba najmniej trzydziestoletnia, ale nie wyglądająca na tyle. Wysoka, dość dobrej tuszy, figury dobrej, przystojna — miała coś nakazującego w całej postawie. Twarz jej była dość pospolita, śniada, z czerstwym rumieńcem, usta pełne, duże, nos nieco gruby, oczy małe, szare, lecz bystre i przenikliwe, zęby zdrowe — a włosy niemal czarne i w wielkiej obfitości. Miała na sobie bluzkę z białego batystu; haftowaną i koronkami naszytą; spódnicę z niebieskiego muślinku, szeroką bardzo; na szyi wstążkę pąsową, spiętą złotą broszą; złote kolczyki do garnituru, i takąż strzałę we włosach. Największym jej wdziękiem była ręka kształtna, bielutka, wypieszczona, a połyskiwało na niej kilka pięknych pierścionków. Naprzeciw, na ławeczce, śliczne siedziało dziewczątko; czternastoletnia Felicja — wystrzelona w górę, szczuplutka, kształtna; twarzyczka mleczno-biała, przy lekkim róży odcieniu, ślicznych była rysów! nosek jakby wyrzeźbiony pod cyrklem, usta małe rumiane; zęby jak perełki, a wielkie oczy, istne bławatki, w podłużnej oprawie. Opuszczone zwoje złotawego włosa, niby aureolą wdzięczne otaczały oblicze. Biała sukienka, podnosiła anielski urok jej urody. Trzymała także książkę w ręku i, jak się zdawało, z zajęciem czytała. - fragment tekstu

3-06-2019, 11:30 0 0

Komentarze


Informacja
Członkowie grupy Gość nie posiadają uprawnień do komentowania tego artykułu.