» » Dola - Ignacy Maciejowski

Dola - Ignacy Maciejowski

Pierwsze brzaski dnia oktawy Bożego Ciała zaróżowiły jutrzenką ciemne chmury na wschodzie. W ślad za nią słońce rzuciło snop jasnych promieńi, radując serca ludzkie i zgasło. Ciemne chmury, gromadząc się w zbite kolumny, popychane wiatrem, szły do szturmu. Błyskawice przelatywały wśród szeregów,, głuche przytłumione grzmoty zapowiadały walkę. Słońce starało się promieniami przedrzeć z poza ciemnej zasłony, lecz zwyciężone utonęło w nawale, lecącej szalonym padem.

Serca ludzkie posmutniały, w oczach wiejskich dziewcząt świeciły łzy. Białe spódniczki, koszule z wielkiemi haftowanemi kołnierzami, prasowane całą noc zawieszone na szychach kołysały się od podmuchu wpadającego w szczeliny wiatru. Kwiatki, zerwane na wieńce drzemały w cebrzykach, wstążki i gorsety wróciły do skrzyń. Ciężkie westchnienia przerywają ciszę w chatach. Wczoraj tak jasno, złoto i różowo zachodziło słońce, nocą gwiazdy świeciły. Dziś wiatr jęczy, pędząc ciemne chmury, dym rozciąga się po drogach, ptaki zamilkły, bydło ucieka z pastwiska, a ludzie leniwo z pochylonem smutno głowami, oglądając się poza siebie, wracają z pola. - (fragment noweli)

27-08-2020, 05:37 0 0

Komentarze


Informacja
Członkowie grupy Gość nie posiadają uprawnień do komentowania tego artykułu.