Pan Olbrycht z Bieniewic Bieniowski, podczaszy halicki, rodem Mazur, szlachcic częściowy, mieniem dzisiaj magnat, w obszernej komnacie swego nowo wybudowanego zamku Rakowieckiego, rozsiadł się w obszernem krześle przy stole; rumiane policzki lśnią mu się, uśmiech wije na ustach, w oku błoga duszy pogoda; czuprynę rękawem żupana podciera, głaszcze wąs, z resztek tokaju otrząsa, a w okrąg niego szlachty dworzan gromada: gęste miny, żylaste dłonie, podgolone czupryny, a wąsy, to czarne niby pierze kruka, to jasne, niby słońce na bielmo je wzięło.
Bo też chwilka po śniadaniu dopiero, jeszcze jego resztki na dębowym stole: hultajski bigos, jeden i drugi wołowej pieczeni zraz, kwaśno, pieprzno, słono i dymno, ale smakowicie dla szlacheckich żołądków; i trunku też nieco: podpiwek w garncowych butlicach i miodek w dzbanku cynowym; wino jest nawet, tokaj wyborny, ale tego dwie butelki tylko: jedna próżna do kropli, druga wysączona w połowie. Bo też wino dla samego pana Olbrychta; swym ulepkiem zowie go, na śniadanie kwartę wychyli, dwie przy obiedzie, jednę na kolącyę, summa summarum tylko garniec, broń Boże! więcej, chyba jeśli dobry przyjaciel trafi się, jaki dygnitarz zjedzie w gościnę a przykładu i zachęty potrzeba. Lecz dla panów dworzan tylko podpiwek, rzadko miód nawet, młode żołądki nie potrzebują rozgrzewki. - fragment powieści
- Autor: Adam Amilkar Kosiński
- Kategoria: powieść historyczna
- Język: polski
- ISBN: 000-00-0000-00-0
- Data wydania: 1901-01-01
- Liczba stron: 185
- Ocena: 0,0
- Wydawnictwo: A. Pajewski