» » Cudza miłość, cudze cierpienie - Władysław Orłowski

Cudza miłość, cudze cierpienie - Władysław Orłowski

Obudziły mnie rano płomienie słońca, padające mi wprost na twarz przez szparę między nie dość starannie zaciągniętymi zasłonami. Leżałem z przymkniętymi oczami i było mi dobrze. W takiej sytuacji nie czuję kalectwa. Tak samo jak ja budzą się inne dziewczyny, leżą z przymkniętymi oczami, zawieszone między jawą a snem jak na huśtawce. Małe odchylenie w jedną stronę - i świadomość rozmywa się w parominutowej drzemce, ruch w przeciwnym kierunku oznacza całkowite przebudzenie i przejście do normalnych funkcji dnia. Następuje wstawanie, ubieranie się, mycie, szykowanie do wyjścia... Tak, dla nich wszystkich, ale nie dla mnie ! Ja muszę czekać, aż podejdzie do mnie ciotka, podniesie z trudem i posadzi w fotelu na kółkach, potem powiezie do łazienki...

15-02-2020, 07:41 0 0

Komentarze


Informacja
Członkowie grupy Gość nie posiadają uprawnień do komentowania tego artykułu.