Lśniły tęczowemi blaski niebiosa, gdy słońce schodziło zwolna za bory, za dalekie, dalekie łany zbóż, rozfałowane lekkim powiewem przedwieczornego chłodu.
Wierzchołki drzew całowały na pożegnanie ostatnie już promienie, rozbiegały się gdzieś hen obłoki białe i niebo coraz to błękitniało.
A ze wschodu księżyc wyjrzał z nieodstępną swą gwiazdą przyjaciółką i słuchał szemrania skoczków, koników polnych, odprawiających swe modły za dobry dzień, który odchodził w wieczność.
Na łąkach z pod lasów derkacz się odzywał, gdzieś w zbożach zawodziły stada kuropatw... przepiórki...
A gdy już mroki zapadać poczęły na dobre i wyłaniać się z błękitów złociste gwiazdy, gdy woń z traw i zielonych kłosów, z chabrów, kąkoli, dzwonków, macierzanki i innego kwiecia, niosła się w przestwór odurzająco, po sadzawkach na nizinach łąk, po stawach rozpoczął się koncert. - fragment powieści
- Autor: Józef Maciejowski
- Kategoria: literatura piękna
- Język: polski
- ISBN: 000-00-0000-00-0
- Data wydania: 1934-01-01
- Liczba stron: 104
- Ocena: 0,0
- Wydawnictwo: Bibljoteka Romansów i Powieści