Po dwóch dniach szalonej burzy „Philadelphia" wpłynęła na fale oceanicznego strumienia, Golf- Stromu.
Zajadłość wód wyrzuciła już z siebie zda się ostatki pian, wyszamotała resztki piekielnych sił, aż wreszcie osłabł rozwścieczony żywioł, położył po sobie potworne grzywy, skulił się w swe otchłanie i stękał tylko cicho z nadmiernego wysiłku.
Śmiertelne znużenie ogarniało ocean. “Czarne jak krepa niebo, świadek tytanicznych zapasów, poczęło zrzucać z siebie bałwany chmur, blednąc, wychylać się z brudnowełnistych obsłon coraz ufniej i śmielej, a widząc, że utrudzony bezmiar wód pogrąża się w spoczynek — zajaśniało coprędzej i wyjrzało krwawą źrenicą słońca w pomrukliwe jeszcze bezdnie,
W przeciągu krótkiej chwili już krew była na pogarbionych falach. Zdawało się, iże nie słońce leje tę krew na zachodnie obszary, lecz niebo, ugodzone na horyzoncie w olbrzymią pierś udarem fali, bluzga nią z rany. Wraz z zachodzącem słońcem ocean układał się do snu.
Okręt zdawał się teraz płynąć jak po szkarłatnych wzgórzach, które niemal że w oczach malały i zatapiały się w głębie. Dymił z czterech kominów ogromnemi kłębami jakby na triumf, że pokonał żywioły. Istotnie umysł ludzki odniósł tutaj zwycięstwo, „Philadelphia" bowiem była ostatnim wyrazem nowoczesnej techniki.
Po ciężkich przejściach nastał spokojny wieczór. - fragment powieści
- Autor: Paweł Staśko
- Kategoria: literatura piękna
- Język: polski
- ISBN: 000-00-0000-00-0
- Data wydania: 1924-01-01
- Liczba stron: 225
- Ocena: 0,0
- Wydawnictwo: Księgarnia Karola Kwiczali