Pociąg mknął dalej, lecz pasażerowie obecni w przedziale nie czuli tego. Zaskoczyła ich ta niedorzeczna, cicha śmierć Artura Kanta, która przyszła nie wiadomo skąd i jak, postawiła ich w obliczu zagadki domagając się natychmiastowego rozwiązania. Konduktor opadł ciężko na siedzenie naprzeciw Kanta.
Wciskał na głowę czapkę i szedł do drzwi. Za nim ukazała się Rozalia w długiej nocnej koszuli. Stała pod ścianą hallu i drżąc na całym ciele zaciskała dłonie na ramionach. Łoskot u drzwi ustał. Stefan Rybka zapytał: -Kto tam? -Ludzie! - posłyszeli głos mężczyzny. - Otwierajcie, szybciej!