Wracałem z pogrzebu. Pomimo zmęczenia i znużenia jazdą, która trwała już drugi dzień, byłem szczęśliwy. Prawie szczęśliwy, gdyż upał wciąż narastał i gęstniało nasycone światłem powietrze, unosząc się wysoko pod czyste, bezchmurne niebo, jak gdyby oddalając je od przywiędłej zieleni drzew, szarych