» » Róże w coca-coli - Beata Bazan-Bagrowska

Róże w coca-coli - Beata Bazan-Bagrowska

Do klasy wbiegłam już po dzwonku.
- Proszę pana...
Fizyk odruchowo odebrał ode mnie róże.
- Słuchajcie, jeśli znowu chcecie mnie prosić, żebym nie pytał, to... - zaczął.
- Panie profesorze - wyrwałam mu z ręki moje kwiaty - ja... ja mogę być pytana. Zaraz. Teraz. Na początku lekcji. Niech mnie pan zapyta, a potem zwolni... Nie mogę zostać w szkole. A fizyka jest moją ostatnią lekcją - wyrzuciłam z siebie gorączkowo.
Nie wiem, co miałam w tej chwili wypisane na twarzy. Nie wiem. Ale fizyk, znany służbista, rzucił krótkie:
- Idź! - I jak gdyby nigdy nic zabrał się do zapisywania tematu lekcji w dzienniku.
Wybiegłam z klasy. Schody. Radośnie zjechałam po zielonej poręczy. I już... Już. Znowu byliśmy razem. Ja i Romek.

22-05-2020, 16:09 0 0

Komentarze


Informacja
Członkowie grupy Gość nie posiadają uprawnień do komentowania tego artykułu.