» » Skarb geodety - Jerzy Parfiniewicz

Skarb geodety - Jerzy Parfiniewicz

Teodolit[1], niwelator[2], łata[3], węgielnica[4] i upiorne krakowiany[5]... śnią mi się do dziś po nocach. Nie zawsze są to koszmary... Po „Skarb geodety” sięgnąłem, by odświeżyć wspomnienia z Technikum Geodezyjnego na Szanajcy, które miałem przyjemność kończyć. Statystycznemu Polakowi „geodeta” kojarzy się z człowiekiem, który obsługuje statyw, bądź na wpół pijany pomyka z łatą po polach i coś tam mierzy. Po latach teorii i praktyki oświadczam publicznie – geodeta, inaczej skoczybruzda, to ten, który niezależnie od pogody, jak nie mierzy, to pije. Już w drugiej klasie powstał nasz specjalny pijacki slang (flansza – połączenie planszy i flaszki; kartować – pić; etc.), choć w latach siedemdziesiątych geodezja mogła być traktowana znacznie poważniej...: „Widuje się go (pomocnika geodety – przyp. red.) dość często w towarzystwie tak zwanych urodzonych w niedzielę. W każdym razie uważam, że wystawanie pod budkami z piwem w takim towarzystwie nie licuje z naszym zawodem.” „Skarb geodety” – ukazuje geodezję jak dla mnie w nowym świetle, co postaram się zobrazować jak w obiektywie dalmierza[6].

12-03-2020, 19:46 0 0

Komentarze


Informacja
Członkowie grupy Gość nie posiadają uprawnień do komentowania tego artykułu.