Stałem na rufie jachtu — jakaś drobna naprawa — samotny żeglarz ma zawsze ręce pełne roboty. Niespodziewany podmuch wiatru uderzył mnie w twarz, jacht pochylił się gwałtownie — pokład usunął się spod nóg. Poleciałem do tyłu tracąc równowagę. Spryt, a może mój najwierniejszy towarzysz — szczęście, raz jeszcze nie zawiodły. Ostatnim chwytem — końcem palców złapałem się poręczy — relingu. Zostałem na jachcie. Szczęście zawiodło natomiast mój spłowiały, niegdyś kwiecisty kapelusz. Zobaczyłem jego postrzępione rondo w spienionym nurcie za rufą, mignął jeszcze wśród fal, jak gdyby śląc ostatnie „cześć" i został gdzieś hen, hen daleko... Za burtą! Raz „za burtą" znaczy dla samotnego żeglarza na zawsze za burtą.
Przypomniały mi się wszystkie zasłyszane, mrożące krew w żyłach opowieści. O marynarzach, którzy wypadli za burtę, o dryfujących po oceanach statkach-widmach, o nieprawdopodobnych przedmiotach niesionych nurtami prądów morskich. O wrakach-tułaczach, groźnych górach lodowych, o butelkach niosących wołania o pomoc, wiadomości o niezwykłych tragediach. Za burtą, wśród fal oceanów, na łasce prądów morskich. Temat wydawał mi się tak fascynujący, że postanowiłem napisać o tych zdarzeniach książkę. I oto macie ją Waszych dłoniach.
- Autor: Andrzej Urbańczyk
- Kategoria: literatura faktu
- Język: polski
- ISBN: 8370200664
- Data wydania: 1990-01-01
- Liczba stron: 86
- Ocena: 0,0
- Wydawnictwo: Alma-Press