» » Za burtą - Andrzej Urbańczyk

Za burtą - Andrzej Urbańczyk

Stałem na rufie jachtu — jakaś drobna naprawa — samotny żeglarz ma zawsze ręce pełne roboty. Niespodziewany podmuch wiatru uderzył mnie w twarz, jacht pochylił się gwałtownie — pokład usunął się spod nóg. Poleciałem do tyłu tracąc równowagę. Spryt, a może mój najwierniejszy towarzysz — szczęście, raz jeszcze nie zawiodły. Ostatnim chwytem — końcem palców złapałem się poręczy — relingu. Zostałem na jachcie. Szczęście zawiodło natomiast mój spłowiały, niegdyś kwiecisty kapelusz. Zobaczyłem jego postrzępione rondo w spienionym nurcie za rufą, mignął jeszcze wśród fal, jak gdyby śląc ostatnie „cześć" i został gdzieś hen, hen daleko... Za burtą! Raz „za burtą" znaczy dla samotnego żeglarza na zawsze za burtą.

Przypomniały mi się wszystkie zasłyszane, mrożące krew w żyłach opowieści. O marynarzach, którzy wypadli za burtę, o dryfujących po oceanach statkach-widmach, o nieprawdopodobnych przedmiotach niesionych nurtami prądów morskich. O wrakach-tułaczach, groźnych górach lodowych, o butelkach niosących wołania o pomoc, wiadomości o niezwykłych tragediach. Za burtą, wśród fal oceanów, na łasce prądów morskich. Temat wydawał mi się tak fascynujący, że postanowiłem napisać o tych zdarzeniach książkę. I oto macie ją Waszych dłoniach.

29-12-2020, 21:42 0 0

Komentarze


Informacja
Członkowie grupy Gość nie posiadają uprawnień do komentowania tego artykułu.