"... ostatnio coś innego mnie męczy. Moi prawdziwi rodzice! Zwrócił mi na nich uwagę kiedyś taki jeden... Młody był, chyba jak ja teraz. Cyganek się nazywał. (...) Pomagał mi trochę, kiedy tak ciągle uciekałem i włóczyłem się. No i on namawiał, żebym odszukał swoich. Czyli prawdziwych rodziców, bo
Imię to przecież tylko hasło, znak wywoławczy. Więc powiedzmy - kajtek. Powiedzmy - Stefan. Ale wokół nich inni: jak w ciepłe popołudnie na ruchliwej ulicy taksują się - jakby z pomieszanych przedziwnie talii kart - twarze,gesty,słowa. I w tym tłumie każdy jest i nie jest sam. Jak to w życiu albo w