Jerzy Bicki po długiej, zaciekłej krętaninie doprowadził się do takiego stanu rozjątrzenia, iż stał się dla najbliższych nie tylko nieznośnym, ale i niebezpiecznym.
Istniały tematy, których wobec niego niepodobna było poruszać. Z gadatliwego i wesołego stał się ponury i milczący, a gdy odezwał się, to głos zdawał się wychodzić z najgłębszych pokładów zdławionej piersi i był zazwyczaj protestem przeciwko mowie.
— Mącenie eterru — to nie rrobota, koledzy! — rzucał z pasją w środek rozkrzyczanego zebrania warczące zdanie i niezwykle wzruszony opuszczał szybko pokój ze łzami w oczach, jak twierdzili niektórzy.
Co gorsza, działał w sposób tak manifestacyjny i wyzywający, jakby mu chodziło o to, by z przesiąkniętej grozą atmosfery ściągnąć na swą głowę piorun. Może spodziewał się znaleźć w tem wrażenie gorącego czynu, bolesny, lecz widomy stygmat swej działalności, a może łaknął ofiary? Spostrzegłszy to, koledzy uznali za konieczne wyprawić go na czas dłuższy z miasta, by się rozerwał, a zwłaszcza oderwał od zajęć i połączonej z niemi febry duchowej. - (fragment książki)
- Autor: Gustaw Daniłowski
- Kategoria: literatura piękna
- Język: polski
- ISBN: 000-00-0000-00-0
- Data wydania: 1937-01-01
- Liczba stron: 152
- Ocena: 0,0
- Wydawnictwo: Nieznane