» » Śmiejąca się woda - Emil Droonberg

Śmiejąca się woda - Emil Droonberg

Nazajutrz blizzard wciąż się jeszcze srożył, jakkolwiek już z mniejszą gwałtownością. Bez większych trudności udało mi się przebić otwór w spiętrzonej u wejścia jaskini ścianie sypkiego śniegu. Ale rzuciwszy okiem na otoczenie powiedziałem sobie, że o zwykłej okrężnej przechadzce do nastawionych sideł nie ma co myśleć.
Gdy po krótkiej tej inspekcji najbliższego terenu wróciłem do jaskini, młoda Indianka już nie spała. Przywitała mnie uprzejmym uśmiechem.
- Well, Minnehaha, jakże czujemy się dziś? Co porabia noga?
- Nie wiem - odpowiedziała z pewnem wahaniem. Spałam całą noc. Byłam tak zmęczona, jak wiesz. Ale zdaje mi się, że z nogą jest lepiej. Boli mnie tylko przy ruchach.
(...)
Jakkolwiek skazani byliśmy na zupełną niemal bezczynność, dzień minął dość szybko. Minnehaha z całą gotowością odpowiadała na wszystkie moje zapytania. Zdaje się, że w szkole misyjnej wyzbyła się całkowicie zwykłej małomówności Indjan. Dzięki temu mogłem głębiej wniknąć w jej charakter, co do którego uczyniłem pewne spostrzeżenia już poprzedniego wieczora, a ona całkiem bezwiednie ujawniała inteligencję i dojrzałość umysłu, cechujące tylko tych, którzy przeszli twardą szkołę życia. Niewątpliwie górowała pod względem duchowym bardzo znacznie nad przeciętnym poziomem swych współplemieńców. A przecież nie mogłem zataić przed sobą ani na jedną chwilę, że jej losy życiowe są i na zawsze muszą pozostać związane nierozłącznie z jej narodem, gdyż nawet wyjątkowe kwalifikacje umysłowe nie zdołają jej zapewnić przyjęcia do rasy białej, do której broniła jej przystępu czerwona skóra.

14-09-2019, 11:28 0 0

Komentarze


Informacja
Członkowie grupy Gość nie posiadają uprawnień do komentowania tego artykułu.