Zakopiańska zima pyszni się w całem swojem bogactwie. W tej chwili błyszczy w słońcu grudniowego południa, jak fantastyczny płaszcz z gronostajów.
Sine, zwarte szeregi regli okrywa śnieżna komża. Przepotężne wyskoki Tatr zaściela obrus połamany w ostre kontury. Tu i ówdzie plamią go szare, skalne szramy krzesanic, których pionowych ścian śnieg się nie ima.
Majestatycznie patrzy ten świat ku słońcu, — ów poniżej tak piękny, jak baśń zimowa, — zaś górny, granitowymi szczyty ku niebu wystrzelony, trwa groźnie, dumnie, jak straż olbrzymów na pograniczu polskiej ziemi.
Zaklęty rycerz — Giewont — śni sen mocarny. Kryje go białe truchło, krzyż wrósł mu w zamkniętą stal przyłbicy i rozłożył ramiona nad wiekiem gigantycznego sarkofagu...
Artysta-rzeźbiarz, Wolsza, wraca z odczytu. Wraca z ogniem radości w piersiach, że pomysł jego poza uznaniem znajduje entuzjazm. Że porwał wszystkich swoim planem, tak we Warszawie, jak i tu w Zakopanem, na miejscu swych twórczych usiłowań. Sceptyczne głosy w części prasy, głosy nawet artystów, nic go zupełnie nie obchodzą. Ma dla nich prostą odpowiedź: słabi, tchórzliwi, przyzwyczajeni, niby do jarzma, do gipsu i do gliny... Boją się dłóta zamienionego w kilof i marmurowych bloków... natomiast ukochali małe, wygładzone figurki! - fragment książki
- Autor: Paweł Staśko
- Kategoria: literatura piękna
- Język: polski
- ISBN: 000-00-0000-00-0
- Data wydania: 1927-01-01
- Liczba stron: 352
- Ocena: 0,0
- Wydawnictwo: Polski Instytut Wydawniczy